Monastère

Ostatnie tchnienie Gellera

Dzień w pałacu Gellerów zapowiadał się wyjątkowo ponuro. Wszyscy, którzy akurat nie gromadzili się w pokoju z rannym, snuli się po korytarzach i ogrodzie jak cienie. Nawet młodsze siostry Henryka rozumiały powagę sytuacji i pozwoliły ubrać się w mocno stonowane sukienki i nie biegały ani nie przekrzykiwały się, jak to miały w zwyczaju.

W nocy wróciła Abigail Geller, żona mecenasa. Kobieta sprawia wrażenie szczerze zdruzgotanej informacją o zamachu na życie męża. Jeszcze przed śniadaniem do domu zaczęli zjeżdżać się posłańcy wysłani przez wpływowych mieszkańców Kindle, pytający o stan zdrowia Valarisa i oferujący wszelką pomoc.

pa_aca_Gellera.jpg

Željko Bojan Lukić po śniadaniu poprosił Abigail o poświęcenie mu chwili na rozmowę. Pomimo swoich mizernych zdolności w rozmawianiu z kobietami tak dobrze usytuowanymi, zdołał nie urazić cierpiącej Abigail. Po chwili rozmowy podziękował za poświęcony sobie czas i udał się do swoich towarzyszy do ogrodu.

Tam panowie cieszyli się słonecznym porankiem, drepcząc po doskonale utrzymanych ścieżkach z filiżankami kawy w dłoniach. Jednogłośnie zgodzili się, że należy pomóc Henrykowi w odkryciu zamachowca i uzyskaniu odpowiedzi na dręczące ich pytania.

Jeszcze przed obiadem do drzwi zastukał inspektor Mortimer Caroll wraz ze swoimi dwoma pomocnikami: Darseyem i Killianem. Policjant przepraszając za najście poprosił domowników i gości o zgromadzenie się w salonie, gdzie zadał wszystkim parę pytań dotyczących gości wczorajszego balu. Abigail miała okazję poznać więcej szczegółów dotyczących zamachu. Po kilkudziesięciu minutach rozmowy poprosił o zaprowadzenie go do gabinetu Gellera.

Pokój znajduje się na drugim piętrze, jest to bajecznie bogato urządzone wnętrze. Jedyne ogromne okno stanowi jasny witraż, biurko przykryte jest aksamitnym suknem opadającym na kosmaty dywan. Fotele, krzesła i regały są rzeźbione w najbardziej przemyślne kształty. Biblioteczka ugina się od kolekcji ciężkich ksiąg…

Inspektor był zainteresowany wyłącznie papierami leżącymi na biurku. Henryk odrobinę się wahał, czy pozwolić policjantowi na zabranie ich, ale ostatecznie – zapewniony, że zostaną wykorzystane tylko w związku ze śledztwem – zgodził się.

Kiedy Henryk został sam na sam z bohaterami, postanowił pokazać im list, który przyniósł wcześniej posłaniec Hrabiny:

zaproszenie_hrabiny_dzien_2-page-0.jpg

Po obiedzie znowu nastał czas na rozmyślania. Ivo trochę kręcił się po domostwie i wypytywał służbę o najświeższe informacje. Rozmowy natychmiast ucichły, gdy do saloniku, w którym siedzieli, dołączył znany im już dość dobrze inkwizytor Aberald. Okazało się, że on też ma wieści, którymi jest skłonny się podzielić.

Spokojną rozmowę przerwał Marcin, kamerdyner Gellerów, który wtargnął do saloniku i obwieścił, że pan Valaris właśnie się obudził.

Sypialnia na parterze była pełna ludzi. Abigail zapomniała na chwilę o masce, którą usilnie starała się utrzymać, i otwarcie chlipała z głową na piersi męża. Henryk przycupnął na skraju łoża ściskając dłoń ojca. Dookoła córki, Małgorzata i zaufana służba. Gdzieś przy drzwiach bohaterowie.

Valaris z trudem wypowiedział następujące słowa:

Mój… pamiętnik… w gabinecie, w biblioteczce…

Inkwizytor, gdy tylko to usłyszał, nachylił się do jednej ze służących, które nie zmieściły się w sypialni, i zażądał wskazania drogi do gabinetu. Dziewczyna, przerażona autorytetem Aberalda, natychmiast wyjaśniła, jak ma tam dojść.

Aberald: Gdzie jest biblioteka?
MG: Chciałeś powiedzieć gabinet?
Aberald: Właśnie! Gdzie jest gabinet z biblioteczką?!

Valaris, zanim wydał ostatnie tchnienie, wycharczał jeszcze:

Fogrekham… Skoczek… ale nie… karzcie figur… Znajdźcie… ukr…go gr…cza. Albo on… znajdzie
Coś… …aża …gorzacie…
Starren… Hominus… wszyscy tu są!

Tymczasem Aberald zdążył dojść na górę i dyskretnie wsunąć się do gabinetu. Trochę przytłoczyła go ilość tomów pamiętników Valarisa, ale sięgnął po pierwszy i ostatni, dwudziesty drugi tom. Podczas wertowania nowszego zeszytu na ziemię wypadło kilka karteczek. Zanim Aberald zdążył odczytać ich treść, w drzwiach pojawił się Henryk z Marcinem i Żeljkiem.

Młody Geller wściekł się, gdy zobaczył, że inkwizytor śmiał pierwszy ruszyć na górę i grzebać w rzeczach jego właśnie zmarłego ojca. Złotousty Aberald jednak wybronił się przed atakiem i natychmiast oddał notatki.

z_ota_strona-page-0.jpg
srebrna_strona-page-0.jpg
zasady_misterium-page-1.jpg
lu_ne_notatki_markiza_1-page-0.jpg
lu_ne_notatki_markiza_2-page-0.jpg

Po wybuchu wściekłości i przeczytaniu notatek, Henryk opadł z sił i usiadł ciężko na fotelu. Wymógł na gościach, żeby udali się jutro na bal, na który zaprosiła ich hrabina. Sam jeszcze nie zdecydował, czy pójdzie, bo musi zająć się przygotowaniami do pogrzebu i domem.

Bohaterowie jeszcze trochę debatowali nad ostatnimi odkryciami, ale w końcu zmęczeni położyli się spać. Aberaldowi przyśnił się sen, który sprawił, że poderwał się zlany potem i długo nie potrafił się uspokoić i przypomnieć sobie, gdzie właściwie jest.

Cóż… Takie są skutki spania każdej nocy w innym łóżku.

sen2-page-0.jpg

Comments

Przejadł się, to i koszmar miał. Panowie, trza się zaktywizować. Myśleć, jak “ugryźć” Panią Arogancką. Ewentualnie, jak znaleźć inny punkt zaczepienia w śledztwie. No i jakie będą tego konsekwencje. Znajdziemy kogo trzeba, udowodnimy i co? Sąd? Przeciez to są za wysokie dla nas progi.

Ostatnie tchnienie Gellera
mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.